Odkąd pamiętam zawsze wisiała w którejś szafie, przekładana z miejsca na miejsce. Wisiała... ale nikt w niej nie chodził, tylko mama i to bardzo dawno i chyba rzadko, sądząc po minimalnych śladach użytkowania. Wisiała... i domagała się przeróbki. "Popraw mnie trochę i będę jak nowa" - zdawała się mówić. A ja, że - "ładny kolor masz i krój taki jak lubię" - więc z zapałem za parkę się wzięłam, odprułam rękawy i boki też sprułam... aż nagle zapał mi zginął, inne przeróbki ważniejsze.
I smutna rozpruta parka zawisła znów na wieszaku...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz